.
aktualnosc obraz

Polskie wino okiem sommeliera - wywiad z Tomaszem Koleckim, po IV Konkursie Polskich Win

8 września 2017 00:00

Jak zaczęła się przygoda Stowarzyszenia Sommelierów Polskich z polskim winem i dlaczego się nie kończy...



     O jasielskim Konkursie Polskich Win zrobiło się w tym roku głośno – padł na nim niekwestionowany rekord rywalizujących ze sobą etykiet; w Konkursie wzięło udział 212 win, z 56 winnic, z całego kraju. To dopiero czwarta edycja, ale utrzymywany od samego początku przez organizatorów (Jasielskie Stowarzyszenie Winiarzy „Vinum pro Cultura” i Stowarzyszenie Sommelierów Polskich) profesjonalizm  oraz dbałość o najwyższą klasę i bezstronność ocen panelu jurorskiego sprawiają, że Konkurs Polskich Win staje się jednym z najbardziej prestiżowych w naszym kraju, a zdobyte medale są gwarantem wysokiej jakości nagrodzonych win.

     Wyczerpujące podsumowanie Konkursu znajdziecie niebawem na stronie organizatora. My natomiast chcemy przedstawić wam wywiad z głównym pomysłodawcą i corocznym przewodniczącym Jury Konkursu Polskich Win - Tomaszem Koleckim.

 

 

Polski Portal Enoturystyczny: Za nami już czwarta edycja Konkursu Polskich Win. Najlepsi polscy sommelierzy, członkowie Stowarzyszenia Sommelierów Polskich co roku przyjeżdżają na Podkarpacie, do Jasła po to żeby oceniać polskie wina. Jak to wszystko się zaczęło? Skąd pomysł na Konkurs?

Tomasz Kolecki: Z Podkarpaciem wiążą mnie związki rodzinne. Stąd pochodzą przodkowie mojej żony. Pracując w Warszawie poznałem kilku polskich winiarzy. Potem otwierając własny lokal szukałem polskich win. Wojtek Bońkowski polecił mi winnicę Jasiel – tak poznaliśmy się z Wiktorem Szpakiem. Potem poznałem Basię i Mariusza Czajkę – sąsiadów Wiktora. I tak właśnie siedząc sobie kiedyś, ponad cztery lata temu z Wiktorem, przy jego nowych winach rozmawialiśmy o różnych pomysłach na polskie wina i o konkursach… Wtedy właśnie pojawił się pomysł, żeby stworzyć taki konkurs, który będzie troszkę inny od pozostałych. My (sommelierzy) oceniamy wino nieco inaczej, na inne rzeczy zwracamy uwagę, no i troszkę inaczej jesteśmy zobowiązani o winie mówić - albo dobrze albo wcale. Nasze Stowarzyszenie zaczęło się także wtedy rozrastać. Odnosiliśmy coraz fajniejsze sukcesy nie tylko na arenie krajowej, ale coraz częściej również międzynarodowe. Łatwo było nam więc zebrać taką grupę, co do której można nie mieć absolutnie żadnych wątpliwości, że będzie ona w stanie profesjonalnie oceniać wina.

Na początku przyjechało nas sześciu: Ja, Piotr (Kamecki), Grzegorz (Jach) – wtedy wiceprezydent Stowarzyszenia i winiarz. Był Marek Gałaj, czyli człowiek, który wykłada wino i jest technologiem. Był Andrzej Strzelczyk, Paweł Demianiuk. No i potem tak się nam to wszystko rozrastało…

Staramy się zawsze, gdy wręczamy dyplomy mówić co było najlepszego w wyróżnionych winach, ale przekazujemy winiarzom też uwagi krytyczne – oczywiście nie personalnie, ale podpowiadamy, że skoro jest tak albo tak to może warto zrobić pewne rzeczy troszkę inaczej żeby w przyszłości było lepiej. Winiarzom chyba to też się zaczyna podobać, że nie są osądzani mimo, że są oceniani.

Taka od początku miała być narracja tego Konkursu. My jesteśmy sommelierami i patrzymy na wino w określony sposób. Nikt poza nami nie sprzedaje wina w taki sposób jak my – z pełnią odpowiedzialności za nasze wybory i rekomendacje tu i teraz, przed gościem restauracji.

 

PPE: Czy często zdarza się Wam odkrywać na Konkursie perełki, które potem sprzedajecie?

Tomasz Kolecki: Tak. Po pierwszym Konkursie pamiętam, że zrobiłem dużą degustację w Warszawie, dla jednej z największych firm prawniczych na świecie. Wziąłem cztery wyróżniające się wina: Fortunę z winnicy Dwie Granice (wino, które dostało swoją nazwę na Konkursie, bo wcześniej jej nie miało, a w związku z tym, że otrzymało Grand Prix nazwa Fortuna była adekwatna), Persica z winnicy Jasiel, Sukcesor z winnicy Dziedzic i Inspira Volcano od Płochockich. Po degustacji od razu rozdzwoniły się telefony z pytaniami i zamówieniami. Największym problemem była oczywiście dostępność większych ilości win.

My wszyscy jesteśmy praktykami. Wielu z nas po Konkursie wyjeżdża z gotowymi pomysłami do kart, a karty nie są liche, bo mamy np. Kieliszki na Próżnej, Kieliszki na Hożej, Opasły Tom, i wiele innych. Tam właśnie te wina trafiają. Zazwyczaj jest to kilku producentów – przemyślany zestaw. Przełożenie na sprzedaż, z naszego punktu widzenia jest bezpośrednie – my na tym korzystamy i nasi goście również.

 

PPE: Czyli korzystają wszyscy, bo winiarze oczywiście też.

Tomasz Kolecki: Tak. Winiarze widząc medale i zainteresowanie swoimi winami nabierają pewności. Nie boją się swoich win pokazywać i chwalić się, bo naklejka medalu z naszego Konkursu nie budzi chyba żadnych wątpliwości.

 

 

PPE: Za Wami cztery edycje, cztery lata. Jakie obserwujecie zmiany? Jak zmieniają się wina? Jak zmieniła się jakość Konkursu?

Tomasz Kolecki: Jeśli chodzi o Konkurs to od samego początku jest bardzo dobrze przygotowywany. Winnica Dwie Granice, Tomek (Stójewski), Mariusz (Czajka), cała obsługa – to jest wszystko zrobione świetnie. Poprawić trzeba było komunikację, zwłaszcza przed Konkursem – cały marketing, ale jak widzimy to się udało zrobić i praktycznie nie ma porównania tego co mamy dzisiaj to tego co było na początku.

Sam Konkurs – wina, nie tyle zmieniają się same w sobie o ile rozrasta się cały ich wachlarz. Dzisiaj też mieliśmy grupę win, które moglibyśmy umieścić w pierwszym Konkursie i byłyby dokładnie takie same, ale są to zazwyczaj winnice - ludzie którzy dopiero teraz debiutują, albo… ci, którzy nie do końca wierzą w to co mówimy. Najfajniejszy jest progres w winach czerwonych i różowych. Wina białe i wina słodkie od początku prezentowały się bardzo dobrze – to w pewnym sensie polska specjalność. Jesteśmy zdania (wielu krytyków i dziennikarzy również), że Polska powinna stać także winem różowym i powoli te wina zaczynają się wybijać.

 

PPE: A jaki styl wina jest optymalny dla Polski?

Tomasz Kolecki: Nie da się tego tak skategoryzować. Mamy różne regiony i każdy z nich ma swój niepowtarzalny charakter. Tutaj gdzie jesteśmy to przede wszystkich białe wina, bardzo aromatyczne, od wytrawnych, aż do słodkich – dla mnie to najmocniejszy punkt w tym kolorze na mapie Polski. Zachód ma trochę inaczej, może się bawić Vitis viniferą, czy późniejszym zbiorem.

 

PPE: A Twoim zdaniem; hybrydy czy vinifera?

Tomasz Kolecki: Nie da się tego rozsądzić jednoznacznie i raz na zawsze. Niedawno mieliśmy seminarium z Piotrem Stopczyńskim, z winami Polski Zachodniej, rozmawialiśmy na ten temat i widzimy, że to wszystko ciągle się zmienia. Vinifera zawsze będzie bardziej sexy, ale hybrydy są coraz lepsze. To nie jest tak, że teraz jest solaris i już zawsze będzie taki sam solaris – hybrydy stają się coraz bardziej zbliżone do vinifery. Elementy hybrydowe, pożądane są coraz lepiej selekcjonowane, a niedoskonałości coraz bardziej się eliminuje. To widać też po winach i to jest bardzo fajne.

Ten spór będzie trwał. Jedni będą woleli to, a inni będą woleli tamto – konsumenci będą preferować viniferę, a winiarze chętniej będą wybierać hybrydy, bo warunki mamy takie jakie mamy.

 

PPE: Nie możemy nie zapytać o Twoje zdanie o turystyce winiarskiej; Jak widzisz enotutystykę w Polsce? Jak się rozwija? Jaką ma przyszłość?

Tomasz Kolecki: Rośnie. Rozwija się. Zdecydowanie ma przyszłość, ale teraz to wszystko jest jeszcze w powijakach, dość przaśne. Oczywiście są już winnice z pełną, profesjonalną ofertą porównywalną z winnicami z Austrii czy z Włoch, ale takich miejsc jest jeszcze mało. Większość to zazwyczaj pokoik albo dwa, przy okazji… To też jest fajne, bo ma swój urok, ale przydałoby się więcej. Na przykład tutaj, a w zasadzie już od Sandomierza jest sporo winnic, ale praktycznie nie ma gdzie spać. Brakuje też szlaków winiarskich z prawdziwego zdarzenia i generalnie organizacji. Podkarpacie znane jest z dobrego wykorzystywania środków unijnych, więc pewnie wcześniej niż później to wszystko się rozwinie.

 

PPE: Czy prywatnie bywasz enoturystą w Polsce?

Tomasz Kolecki: No raczej nie… (śmiech) W moim przypadku to raczej wyjazdy „służbowe”.

 

PPE: To co robisz jak nie pracujesz z winem? Są w ogóle takie momenty? Jak spędzasz czas wolny?

Tomasz Kolecki: Uciekam. Albo tu – w rodzinne okolice mojej żony, albo np. do Jastrzębiej Góry. Nie dlatego, że Jastrzębia Góra jest najpiękniejszą plażą na świecie, ale dlatego że jest tam bar Max, w którym poznaliśmy Zosię, która na co dzień jest dyrygentką. Zosię poznaliśmy drugiego dnia jej pracy w barze i przez cały nasz pobyt uczyliśmy ją przeróżnych drinków. I to jest teraz taka tradycja; jedziemy do Jastrzębiej Góry i pijemy tylko drinki z palemką w barze Max. Żadnego wina.

 

PPE: Masz jakąś ulubioną polską winnicę?

Tomasz Kolecki: Może nie ulubioną, ale taką którą darzę największym sentymentem, czyli tą, w której było moje wesele – winnicę Jasiel. Natomiast jakbym miał wskazać ulubione wina z ulubionej winnicy to nie. Jeszcze takiej nie ma.

 

PPE: A jak to jest z odbiorem polskiego wina? Wiadomo, że zupełnie inaczej odbiera je ktoś kto pije głównie wina tutejsze i nie ma kontaktu z etykietami z całego świata, inaczej odbiera je ktoś kto w ogóle pije mało wina, a inaczej odbieracie je Wy, którzy na co dzień macie kontakt z szeroką paletą najróżniejszych win... Jak Wy odbieracie polskie wina?

Tomasz Kolecki: Bardzo dobrze. Mamy dobry odnośnik do porównania. Na przykład dzisiaj, wino czerwone, które mieliśmy w naszej komisji, które dostało złoty medal – dostaliśmy je do kieliszka i było „jak ze sklepu” od razu wiedzieliśmy, że jest to wino, które może stać wszędzie, na każdej półce, możemy je sprzedać w Warszawie, możemy je sprzedać w Nowym Jorku, w dowolnym miejscu na świecie.

 

PPE: Czyli nie zakładacie takiej poprawki jak niektórzy, że oceniacie te wina w kontekście ich pochodzenia? Nie oceniacie „dobre jak na polskie”?

Tomasz Kolecki: Nie oceniamy „dobre jak na polskie”, ale dobre jak na odmianę lub styl. Bierzemy pod uwagę czy posiada cechy swojej odmiany, a jeśli nie to czy dlatego, że coś się nie udało czy może dlatego, że winiarz świadomie zrobił to wino właśnie tak, a nie inaczej.

 

PPE: Faktycznie, obserwując Waszą pracę w komisjach (z boku) widać, że macie bardzo profesjonalne podejście i oceniacie absolutnie bez sentymentów.

Tomasz Kolecki: Tak. My siedząc tutaj przy tym stole nie musimy sobie niczego udowadniać. Wypiliśmy razem i osobno już nie jedną butelkę wina. Albo ją oceniając, albo po prostu się z niej ciesząc i mamy ten komfort, że niczego nie musimy już robić na siłę.

 

PPE: W tym roku ponad 200 butelek. Konkurs będzie się na pewno rozrastał. Czy Stowarzyszenie jest gotowe na coraz więcej win?

Tomasz Kolecki: Absolutnie tak. Stowarzyszenie ma obecnie 160 członków. Niedługo będziemy przyjmować kolejnych. To jeszcze zależy czy mówimy o sommelierach profesjonalnych z dyplomem albo Stowarzyszenia Polskiego, albo międzynarodowego, bo mamy też ASI Diploma, czy o innych. Generalnie jesteśmy gotowi sprostać wyzwaniu.

 

PPE: Właśnie. Dyplomy i wiedza. Gdzie się edukują sommelierzy?

Tomasz Kolecki: W Polsce, teraz właściwie się sami edukujemy, wspólnie. Dostęp do wiedzy jest już bardzo duży. Podróże, internet, wymiana informacji i degustowanie – doświadczenie przede wszystkim. O informacje jest dużo łatwiej, ale nie znaczy to, że łatwiej jest się uczyć, bo tych informacji jest coraz więcej. Dochodzą także CMS, WSET, no i oczywiście praca za granicą.

 

PPE: Konkurs ma profesjonalne Jury – bardzo fajną ekipę, ale dlaczego jest to grupa wyłącznie męska?

Tomasz Kolecki: Nas też fakt braku kobiet bardzo boli. Mamy w Stowarzyszeniu sporo członkiń wspierających, ale nie mamy aktywnych sommelierek. Na dzień dzisiejszy nie mamy chyba żadnej Pani z dyplomem sommeliera.

 

PPE: Czyli dyplom to jest warunek konieczny, żeby zasiąść w komisji tego Konkursu?

Tomasz Kolecki: Zapraszamy tu siebie nawzajem w takim gronie, które nie sprawia wątpliwości co do gotowości do oceniania w tym Konkursie – sprawdzone i doświadczone. Wracając do kobiet. Jeśli spojrzymy na dziennikarzy i sprzedawców wina to tam kobiet nie brakuje. Badania naukowe pokazują również, że kobiety lepiej „czują” wino. Może problem leży w codziennej, fizycznej pracy sommeliera. W polskich restauracjach prawie w ogóle nie ma pań pracujących na co dzień – wykonujących zawód sommeliera. Jedenaście lat temu na trzecim miejscu mistrzostw była Magda Bednarek. Paradoksalnie wcześniej pań było więcej. Bardzo byśmy sobie tego życzyli, żeby w Stowarzyszeniu było więcej kobiet.

 

PPE: To może będzie więcej pań robiących wino? Jak to wygląda w winiarstwie? W winnicach też dominują panowie?

Tomasz Kolecki: Tak. Zdecydowanie tak. Kobiety bardzo często pracują w winiarstwie, ale przede wszystkim zajmują się marketingiem, zakładają stowarzyszenia, organizują wydarzenia – są widoczne. To jest bardzo dobre, bo zachęcają inne i dają przykład, że można. Niestety jednak, gdy wchodzi się do winnicy i winiarni to w większości spotyka się tam mężczyzn.

 

PPE: To na koniec poprosimy jeszcze o kilka zdań na temat tegorocznych win konkursowych.

Tomasz Kolecki: Ogólnie i w skrócie. Fajny progres w różowych winach, w których mamy wina bardzo dobre i grupę takich, które jeszcze troszeczkę muszą się poprawić. W białych wygląda to podobnie do poprzednich lat, ale niestety dużo mniej medali – szczególnie złotych, co może być zaskakujące. Rocznik 2016 z jednej strony posiadał cechy rocznika bardzo dobrego, ale potrafił też sprowokować do popełnienia błędów, jak np. za dużego obciążenia krzewów. 2014 był trudny, 2015 był świetny, a 2016 rozleniwił. Słodkie jak zawsze były bardzo dobre. No i czerwone… Chciałoby się żeby było lepiej, bo już mogłoby być lepiej. Widać już bardzo dużo win, które są robione spokojnie, z pomysłem i nie na siłę. Czerwone wino to nie musi być coś co będzie nadawać się do pisania piórem po papierze, żeby było dobre. Niestety ciągle sporo takich win się pojawia – zbyt długo macerowanych, zbyt masywnych. To wszystko powoduje, że się redukują, że są warzywne i nie tak dobre jak mogłyby być. One pięknie wyglądają, ale nie tylko o to przecież chodzi. Na szczęście jest ich coraz mniej. Ilościowo było ich może tyle samo co na pierwszym Konkursie, ale procentowo nie była to już część dominująca. Więcej jest win lżejszych, z powietrzem w środku, z owocem, z lżejszym kolorem. A to jest właśnie to o co chodzi – takie powinny być czerwone wina w Polsce.

 

Wywiad przeprowadził Polski Portal Enoturystyczny i Winnicomania w osobach: Katarzyna Korzeń i Tatiana Mucha.